Potrzebujesz szybszego ładowania wideo?
Załóż konto CDA Premium i nie trać czasu na wczytywanie.
Aktywuj teraz! Aktywuj konto premium Dlaczego widzę ten komunikat?

CDA nie limituje przepustowości oraz transferu danych.
W godzinach wieczornych może zdarzyć się jednak, iż ilość użytkowników przekracza możliwości naszych serwerów wideo. Wówczas odbiór może być zakłócony, a plik wideo może ładować się dłużej niż zwykle.

W opcji CDA Premium gwarantujemy, iż przepustowości i transferu nie braknie dla żadnego użytkownika. Zarejestruj swoje konto premium już teraz!

Następne wideo
anuluj
Odblokuj dostęp do 15023 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów!
Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości.
Włącz dostęp
avatar
5.0 / 5 Oceny: 2
Włącz dostęp do 15023 znakomitych filmów i seriali
w mniej niż 2 minuty! Nowe, wygodne metody aktywacji.
Komentarze do: Naród bez pamięci to naród, który usycha! Przemówienie Jacka Międlara w KL Auschwitz [WIDEO]
Najlepsze komentarze
avatar
anonim () 2020-11-01 00:28:50 0
Ezekiela 45-14,6

PO PRZYJACIELU SWYM , po Enkidu płacze gorzko Gilgamesz, bieży w
pustynię.
Czyż i ja nie umrę, czy nie będę jak Enkidu? Jakże mi to zmil-
czeć, jak spokój znaleźć? W łonie mym rozpacz się zjawiła,
śmierci się przeląkłem, uchodzę w stepy. Wybrałem się w drogę,
w kraj, kędy włada Utnapiszti, co życia dostąpił, syn króla
Ubartutu, biegnę w pośpiechu. Dotarłem nocą do górskich
przełęczy, lwy ujrzałem i strach mnie obleciał. Głowę uniosłem,
do Sina się modlę, boga księżyca o łaskę upraszam, ku wielkim
bogom ślę modlitwy: raczcie mnie, jak dotąd, w żywych zacho-
wać!
Legł spać i wtem zbudzony ze snu patrzy: lwy swawolą,
w blasku Sina życiem się cieszą. Od razu topór bojowy podźwig-
nął, miecz wyrwał zza pasa, na lwy się rzucił, wpadł między
drapieżców jak prędka strzała, rozpędzał je, rąbał, siekł i uśmier-
cał. W gniewie księżycowi wszystkie lwy jego zabił.
Odrzucił swój topór. W dłoń dłuto chwycił. Na skale wyciął
imiona walecznych, napisał pierwszego imię Gilgamesz, napisał
drugiego imię Enkidu.
Podjął topór swój bojowy. W pasie powiesił. Do Szamasza słonecznego
rzecze Gilgamesz:
Czyżbyś towarzysza w walce dał mi, Szamaszu? Zdało mi się,
jakby Enkidu walczył u mojego boku i lwy uśmiercał!
Ze słyszenia znał imię gór Maszu. Jak podszedł do nich, do
gór, strzegących wschodu i zachodu słońca dzień w dzień, szczy-
tem sięgających litego nieba, piersią pogrążonych w głąb świata
zmarłych, których gór wrót strzegą ludzie skorpiony, ich widok
śmiertelny, ich strach błysk groźny, ich blask okropny, aż góry
przewraca, przy wschodzie i zachodzie strzegących słońca: jak
tylko ujrzał je Gilgamesz, twarz zakrył ze strachu, z trwogi
twarz zmierzchła. Znów nabrał śmiałości, do nich podchodzi.
Mąż skorpion krzyknął do swojej małżonki:
Ten, co się tu zbliża, spójrz! jego ciało jest z ciała bogów.
Do męża skorpiona rzecze małżonka:
W dwóch trzecich jest bogiem, w jednej człowiekiem.
Mąż skorpion zakrzyknął na Gilgamesza, do bogów potomka
rzekł takie słowo:
Dlaczego w drogę wyszedłeś daleką, po jakiej drodze do mnie
dotarłeś, jaką drogą trudną się przeprawiłeś? Chciałbym poznać
cel twego przybycia, pragnę wiedzieć, gdzie cel twój leży, dokąd
się wybierasz, chciałbym usłyszeć.
Rzecze doń Gilgamesz, do męża skorpiona:
Mój przyjaciel i braciszek młodszy, gońca osłów górskich,
lampartów stepu, Enkidu, mój młodszy braciszek, gońca osłów
górskich, lampartów puszczy, z którym wszystko zwyciężaliśmy,
w góry wkraczaliśmy, razem jąwszy bykołaka ubiliśmy, w lesie
cedrów mocarnego Humbabę zgubiliśmy, przyjaciel, którego tak
miłowałem, z którym wszystkie trudy razem przeszedłem: los
go dopadł człowiekowi sądzony! W los ludzki odszedł! Po
dniach i po nocach nad nim płakałem, do grobu składać go nie
kazałem: czy na głos mój nie wstanie przyjaciel? Sześć dni
przeszło, siedem nocy minęło, aż się w nosie jego czerwie za-
lęgły. Zląkłem się zgonu, nie masz dla mnie żywota, jakoby roz-
bójnik stepy przebiegam, sprawa mego przyjaciela na mnie spo-
czywa. Po drodze dalekiej stepy przemierzam, sprawa mego
przyjaciela, Enkidu, wciąż mnie przygniata, po drogach dale-
kich w stepie się błąkam! Jakże mi to zmilczeć, jak spokój zna-
leźć? Ukochany przyjaciel mój stał się ziemią, Enkidu, przyjaciel
miły, w ziemię się zmienił! Czyż i ja nie umrę, czy też nie legnę,
ażebym po wieki wieków już nie wstał? Oto się spotkałem z tobą, mężu
skorpionie. Obym nie zobaczył śmierci, której się lękam!
Do ojca mego, Utnapiszti, biegnę w pośpiechu, który przeżył,
w zgromadzenie bogów był wstąpił, wśród nich życia dostąpił.
Jego chcę o życie i śmierć zapytać!
Otwarł usta mąż skorpion i rzeczieście, w Gilgameszowi:
Nigdy, Gilgameszu, nie było drogi, przejściem górskim nikt
jeszcze nie przeszedł. Na dwanaście wiorst w głąb się ciągnie,
mrok tam jest głęboki, światła nie widać. Odpowiedz
Autoodtwarzanie następnego wideo
on
off

Logowanie