Potrzebujesz szybszego ładowania wideo?
Załóż konto CDA Premium i nie trać czasu na wczytywanie.
Aktywuj teraz! Aktywuj konto premium Dlaczego widzę ten komunikat?

CDA nie limituje przepustowości oraz transferu danych.
W godzinach wieczornych może zdarzyć się jednak, iż ilość użytkowników przekracza możliwości naszych serwerów wideo. Wówczas odbiór może być zakłócony, a plik wideo może ładować się dłużej niż zwykle.

W opcji CDA Premium gwarantujemy, iż przepustowości i transferu nie braknie dla żadnego użytkownika. Zarejestruj swoje konto premium już teraz!

Następne wideo
anuluj
Odblokuj dostęp do 14933 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów!
Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości.
Włącz dostęp
avatar

Plamy na Słońcu, upał na ulicy A dookoła sami groźni zawodnicy Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania Mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania Plamy na Słońcu, upał w okolicy Cierpi tu z gorąca niemal pół dzielnicy Lat później dwadzieścia od tamtej piosenki Coście porobili i analogiczne jęki, hej… Plamy na Słońcu, upał na ulicy Jeszcze dzisiaj nikt nie jechał, spokój na granicy Nie było ruchu wojsk ze wschodu i zachodu Kto nie był socjalistą, był draniem za młodu Dałaś mi wojnę, dałaś mi pokój Teraz bardzo proszę, daj mi święty spokój Ja za to Ci dałem wszystkie moje marzenia Nie pora tu i miejsce, aby mnie oceniać, hej… Co się porobiło z tą krainą złą / x4 Plamy na Słońcu, upał na ulicy A dookoła rozgniewani robotnicy Jak mi mówiła moja jedyna znajoma Tomasz Adamek braci Kliczków nie pokona Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka Gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka „Gdyby” - to najczęstsze słowo polskie Gdyby mama miała fiuta, to by była ojcem, hej, hej… Plamy na Słońcu, upał na ulicy Generalnie ktoś dał ciała w temacie rocznicy I teraz zasadniczo, ważna rzecz Czy doczekam Ligę Mistrzów wygra Legia albo Lech Mogę se pomarzyć, a ty się śmiej Kto ostatni ten się śmieje, więc śmiać się chciej Czy to jeszcze dzisiaj do państwa nie dotarło Najlepszy bramkarz to jest Bogusław Wyparło Plamy na Słońcu, upał na ulicy Przyjechali z interioru ludzie do stolicy Tu są możliwości i tu jest kariera Tutaj musisz wspiąć się, bo zaczynasz od zera Czy się odstanie, to co się nie odstało Was wszystkich po obu stronach zupełnie pojebało Jak zaczęła się piosenka, tak i będzie na końcu Upał na ulicy i plamy na Słońcu Hej, hej… Co się porobiło z tą krainą złą / x8

Prosto Lyrics
[Zwrotka 1]
Wylewam swój gniew na wasze porachunki
Z jednej babki jesteście wnuki
Nienawidzę was, z obu stron, psie syny
Za wasze występki, za wasze winy
Jestem Kazik, co po ulicach łazi
I nie wiem, czy jestem w stanie was obrazić
Bardziej niż sami się obrażacie
To koniec jest układów, czas na zacier!

[Zwrotka 2]
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, dopóki nie padnę
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, dopóki nie padnę


[Zwrotka 3]
Rankiem, gdy wypadło mi oko z głowy
A nie stać mnie na oko nowe
Okradacie ten kraj bez żadnego pojęcia
Stoję przed klawiszem do zdjęcia
Nie należę do mafii, nie należę do sekty
Nagrywam w studio u Adasia Elektry
Czy muzyka ma moc, tego nie wiem wcale
Spierdalać tępi mądrale!

[Zwrotka 4]
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, dopóki sam nie padnę
Idę prosto, to jest powód do troski
Idę prosto, mam w dupie obie wasze Polski
Idę prosto, nie zbaczam ni w lewo, ni w prawo
Idę prosto, to dawno już nie jest zabawą
Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych
Idę prosto, dopóki nie padnę
No speaking inglese Lyrics
Escusi signore „No speaking inglese”
A gdzie kupiłeś sobie takie luks wąsy?
Czy może na stadionie bez praw autorskich?
I gdzie kupiłeś sobie taką super głowę?
Nakrycie na głowę nie musi być typowe
Pytasz się mnie gdy spokojnie sobie leżę
„Sorry mensch – no speaking inglese”
No daj mi Derdziuk wódki, no co ci to stanowi?
„Ja nie mogę, muszę zawieźć tatowi”

„Sorry panie, no speaking Inglese”
187, tak w to nie uwierzę
Minister onanista z kamienną twarzą
Nie mówi dokąd jedzie, paparazzi za nim łażą
A moda naszych czasów to element barbarzyństwa
Niech nasza plaża będzie kultura łacińska
Najbardziej mnie teraz wkurwia u młodzieży
To, że już więcej do niej nie należę
Teraz się wymaga mówić „sprawny inaczej”
„Kochający inaczej” więc i mądry inaczej
Szkodzić można z głupoty i ze złośliwości
Widzę też jednak inne możliwości
Politycznie poprawne, no i co z tego?
Nie będę ja panikował dlatego
Bo widzę, że choć zamieniliście się miejscami
Wszyscy jesteście dokładnie tacy sami
Co za chwila?
Nie! Nie!
Wbrew swej woli utrzymuję kolejnego debila!
Siłą możesz mi zabrać wiele
Ale siłą nie możesz mi niczego dać
Możesz zapodawać codziennie w kościele
A miłości na centymetr nie umiesz dać
Siłą możesz mi zabrać wiele
Ale siłą nie możesz mi niczego dać
Siłą możesz mi zabrać wiele
Ale siłą nie możesz mi niczego dać

Ha, teraz się wymaga mówić „mądry inaczej”
Tak słowo, to co naprawdę znaczy
Złe fluidy są głupie albo złośliwe
Ale inne tłumaczenia też widzę
Wobec tego co z tego? Co z tego?
Nie będę panikował były kolego
Choć zamieniliście się miejscami
Znowu jesteście dokładnie tacy sami
Co za chwila?
Tak! Tak!
Wbrew swej woli mam utrzymać kolejnego debila
Siłą możesz mi zabrać wiele
Ale siłą nie możesz mi niczego dać
Zawsze będę po przeciwnej stronie
Po drugiej stronie niż ty chcesz stać
Mocny cios Lou Savarese
„Sorry hombre, no speaking inglese”
Gdzie kupiłeś sobie taką git łysinę?
Z taką łysiną nie zginiesz!
You might also like
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć wódkę tatowi
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć wódkę tatowi
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć wódkę tatowi
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć wódkę tatowi
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć wódkę tatowi
Nie mogę nic zrobić, muszę zawieźć herę tatowi…

Las Maquinas de la Muerte - oto idzie on Monstrum opanowuje tron, zabiera mój dom Koniec stulecia pełnego śmiecia Ja tego stulecia ja bym wam nie polecał A każda jednaka myśl marna Każdy polityk to świnia czarna, Kolonia karna, osobowość autorytarna, Erich Fromm "Ucieczka od wolności", won! A psychoanaliza to do ciebie mnie nie zbliża Teee, ja się mogę z kim chcę lizać! Bo artysta syty nie ma nic do powiedzenia Chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny Sądy kategoryczne niezwykle są dogodne, dorodne I poniekąd modne nawet w muzeum Najwyższy czas stanąć oko w oko z monstrum! Z głowy korona Wojna skończona Przeciwnik skonał Wojna skończona Z głowy korona Wojna skończona Przeciwnik skonał Wojna skończona Nie mogę już słuchać twoich tych ciągłych dąsów Znajdź mi chłopca byleby nie miał wąsów To są słowa twoje, a to nie są słowa moje Jak długo ty tu stoisz tak długo ja stoję I patrzę na ciebie sobie, zaczyna mi się spieszyć Daj mi się w końcu jakoś pocieszyć Na tyle na ile da się jeszcze to wytrzymać Nie udawaj kobieto, że umiesz czas zatrzymać Z głowy korona Wojna skończona List od Zenona Wojna skończona Z głowy korona Wojna skończona Wojna skończona Wojna skończona Las Maquinas de la Muerte - czy chcesz czy nie Gdy jeden je więcej - wtedy drugi je mniej Coraz bardziej opętani versus coraz bardziej biedni Z każdym dniem lepiej oddzieleni od drugich Jedni bunt goni bunt i coraz gdzieś się staje Rebelia, psze państwa, się najlepiej sprzedaje Czy nie ma logiki w tym co mówię do publiki? Metoda różni dyktatury od republiki Bo na całym świecie koledzy źle się dzieje "Rzeźnia numer 1", człowieka dzieje Ale każdy rację przyzna to, że syty artysta Nie może tego dostrzec ale nie chce się przyznać Bo tylko wiarygodny jest artysta głodny Sądy kategoryczne niezwykle są dogodne, dorodne I poniekąd modne gdy mówisz do tłumu Najwyższa pora stanąć po stronie rozumu! Z głowy korona Wojna skończona Przeciwnik skonał Wojna skończona Z głowy korona Wojna skończona Verte, Verte Las Maquinas de la Muerte

No i rozumiesz wszyscy najebani Wodą i piwem, nie dragami No i rozumiesz wszyscy najebani Za chwilę coś się tutaj stanie W piwnicy bardzo głośno gra muzyka Nie słychać już ludzkiego krzyku Doigrasz się za moment Portoryku Well, ich bin dobry cattolico! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico! No i wyobraź sobie rzecz kolejną Zanim skórę z ciebie zdejmą Dwadzieścia razy pytał sędzia ciebie Czy przyznasz w końcu się, czy nie? Palą się ognie stosów pod niebiosa I ponoć to jest wola boża Opowieść pełna bólu jest i krzyku Well, ich bin dobry cattolico! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico! No i rozumiesz wszyscy rozgrzeszeni Znów są gotowi, oczyszczeni Rozbite stoły i rozbite głowy Inność jest przeca twoim wrogiem Doigrasz się co trzecią tak minutę Słowo opaczne jest zatrute Za rozgrzeszenia już nie widać bólu służymy mieczem tobie królu! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico! Well, ich bin dobry cattolico, as well now Naprawdę dobry cattolico!

Nie szukaj drogi, znajdziesz ja w sercu Smutna jest knajpa byłych morderców. Niech Cię nie trwożą, gdy do niej wkroczysz Płonące w mroku morderców oczy. Ref: Nieważny, groźny grymas na gębie Mordercy mają serca gołębie. Band, armii, gangów i czarnych sotni, Wczoraj rycerze, dziś - bezrobotni. Pustką i chłodem wieje po kątach, Stary morderca z baru szkło sprząta. Szafa wygrywa rzewne kawałki, Siedzą mordercy, łamią zapałki. Czasem twarz obca, mignie i znika Zaraz się dźwignie ktoś od stolika. Wróci nazajutrz z miną nijaką, Bluźnie na życie, postawi flakon. Ref: Każdy do niego zaraz się tłoczy, W krąg nad szklankami błyskają oczy. I zaraz każdy lepiej się czuje, Jeszcze morderców ktoś potrzebuje. Może nareszcie, któregoś ranka, Znowu się zacznie wielka kocanka. I dni powrócą godne zazdrości, Gdy płacić będą za przyjemności. Znów w dłoni zamiast płaskiej butelki Znany kształt kolby od parabelki. A w końcu palca wibruje skrycie Jak łaskotanie: tu śmierć, tu życie. Ref: Wracajcie słodkie chwały godziny Sławne gonitwy i strzelaniny. Tak tylko można znowu być młodym Zabić i z dumą czekać nagrody. W knajpie morderców gryziemy palce Żądze nas gnębią i sny o walce. Ale któż dzisiaj mordercom ufa Więc srebrne kule śpią w czarnych lufach. Zmazując barwy lasom i polom, Mknie balon nocy z knajpy gondolą. Kiedyś tak jasno, a dziś tak ciemno, Wroga nie widzę, wroga przede mną. Ref: Rwie łeb od tortur alkoholowych, Lecz wśród porcelan i rur niklowych, Człowiek się znowu czuje półbogiem. Bo oto stoi twarzą w twarz z wrogiem. Kula jak srebrna żmija wyskoczy, W lustrze nad kranem zagasną oczy. Czoła morderców skry potu zroszą, I milcząc, ciało za drzwi wynoszą. Gdy bije północ.

pokaż cały opis
W katalogu: KULT
5.0 / 5 Oceny: 1
1059 godzin bajek dla dzieci.
Włącz CDA Premium w mniej niż 2 minuty!
Nowe, wygodne metody aktywacji.
Komentarze do: club djembe - Kult Vol 6
Autoodtwarzanie następnego wideo
on
off

Ostatnio komentowane:

Logowanie